foto: screen GoogleMaps
#kultowyadres: Bednarska 7 w Warszawie

#kultowyadres: Bednarska 7 w Warszawie

Kultoweadresy 0 komentarzy przez

Na początku XIX wieku na dzisiejszej Bednarskiej otwarto kilka hoteli. Pod nr 7 mieścił się hotel Bawarski, cieszący się dużą popularnością szczególnie wśród tzw. cyganerii warszawskiej. Coś musiało być w energii tego miejsca, bo wiele lat później w kamienicy na Bednarskiej 7 zamieszkał bon vivant, przenikliwy obserwator codzienności PRL i błyskotliwy ironista, pisarz – Janusz Głowacki. Wpisany nierozerwalnie w krajobraz warszawskiego życia artystycznego w swoich białych koszulach, rozpiętym płaszczu z fantazyjnie zawiązanym szalem, dumnie przemierzał ulice Śródmieścia i Mariensztatu kontynuując najlepsze tradycje cyganerii. O miejskim, kawiarnianym życiu kulturalnym niewiele dałoby się opowiedzieć bez wspomnienia o Januszu Głowackim. Jak zauważył felietonista Polityki Ryszard Marek Groński  – Był przede wszystkim barwną postacią na tle szarzyzny dawkowanej na kartki.

foto: screen GoogleMaps

Po dziś dzień dla bardziej wymagającego odbiorcy, obcowanie z dziełami Janusza Głowackiego to prawdziwa uczta intelektualna. Poczucie humoru i niepodrabialne spojrzenie na rzeczywistość są do odnalezienia w książkach („Moc truchleje”), opowiadaniach („My sweet Raskolnikow”) czy sztukach („Antygona w Nowym Jorku”). Głowacki flirtował także z kinem, pisząc scenariusze do kultowego dziś „Rejsu”, „Polowania na muchy” czy „Trzeba zabić tę miłość”. Jego ostatnim słowem jest scenariusz do najnowszego filmu Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna” (współautorstwo).

A oto co pisał sam Głowacki o swoim życiu na Bednarskiej 7. Na marginesie: to kwintesencja „Głowacczyzny”:

„W moim pokoju w Warszawie na ulicy Bednarskiej mam okno tylko jedno. Ale też sporo widać. Okno wychodzi na parking samochodowy, od ulicy odgrodzony kamiennym, sięgającym powyżej pasa murkiem oraz po bokach łańcuchami, takimi jak na skrzyżowaniach. Po drugiej stronie parkingu jest przekleństwo, moje małe prywatne piekło. Kara za wszystkie świństwa, jakie w życiu zrobiłem i jakie jeszcze zrobię, czyli szkoła muzyczna. Tłum może zdolnych, a może nie, uczniów katuje w niej od rana do wieczora instrumenty i gardła. Wiosną, latem i jesienią stoją w otwartych oknach i grają na trąbkach i tym podobnych. Kiedyś osłaniały mnie dwie topole, ale jedną wycięli, bo alergię wywołuje – a trąbki i wycie nie. Topola druga na szczęście jeszcze żyje. Mieszkańcy dookoła znoszą szkołę pokornie. Są pogodzeni z losem. Socjalizm przyzwyczaił ich, że nic się nie da zmienić. Nie wierzą, że mają jakieś prawa. Ja też nie wierzę. Coś tam próbowałem, ale nie wyszło, więc zamykam okno, wsadzam korki w uszy, a jak już zupełnie nie mogę wytrzymać – jadę do Nowego Jorku. Jeżeli się dobrze wychylę, przez to jedyne okno widzę agencję towarzyską, wieczorem oświetloną ładnie, na różowo. Ona też ma związek z muzyką. Zawsze wiem, kiedy jest w Warszawie konkurs chopinowski, bo na Bednarską 23 sunie wtedy wężyk Japończyków”.

Ci, którzy są gotowi ponosić wszystkie konsekwencje mieszkania na Bednarskiej 7, muszą liczyć się z dziś z wydatkiem ok. 800 tys. zł. Według urban.one, cena m2 mieszkania pod artystycznie naznaczonym adresem, to ok. 13,6 tys. zł. Oprócz inspirującego klimatu, można cieszyć się bliskością Wisły, parków Powiśla i warszawskiej Starówki. A żeby choć trochę poczuć się jak Głowacki, można wtedy spacerować jego traktem: Plac Trzech Krzyży, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście. Wszystko rzut beretem z Bednarskiej. Czyż to nie interesujące? 😉

Powiązane wpisy

0 Komentarzy

Brak komentarzy

Nikt nie dodał komentarzy – bądź pierwszy! dodaj komentarz

Dodaj komentarz